Przekroczyłem jakąś granicę... I mam problem z powrotem na drugą stronę.

Dr Robert Chase


Izba przyjęć: Nieudany ostatni raz z House'm

Autor: ToAr | Kategoria: Sezon 8 | data: 22 maja 2012 | Odsłon: 5212


Hmmmm...Cieszę się, że emisja House'a dobiegła końca. Po tych ośmiu latach, śmiało można stwierdzić, że twórcy stworzyli kilka sezonów wybitnych. I miałam nadzieję, że ostatni odcinek do lat świetności nawiąże. A tymczasem...No niestety - były momenty, że zasypiałam. (SPOILERY)

koszulki

Na godzinę przed premierą tego odcinka, stacja Fox wyemitowała sentymentalny film o kulisach serialu. Wreszcie mogłam do woli słuchać brytyjskiego akcentu Hugh Laurie'go, poznać opinie aktorów, scenarzystów, posłuchać anegton i wspomnień całej ekipy tworzącej kult House'a. Kiedy wybiła godzina zero, spodziewałam się czegoś na wysokim poziomie. Zakończenia, które jak głosiło hasło reklamowe - będzie niezapomniane.

I boli strasznie, że takie nie było. Serio? Halucynajce? Serio? House na granicy życia i śmierci? Przecież to już było! A potem ten sfingowany wypadek. Przypadek medyczny? Bezbarwny. Drugi plan? Bez znaczenia. Dlaczego bez znaczenia? Jeszcze dwa tygodnie temu wątek Wilsona był dla mnie źródłem nadziei na nietypowe zakończenie. A tu nagle scenarzyści, jakby zapomnieli, o czym opowiadali nam przed chwilą.

Bo po raz setny pokazano, jak House filozoficznie rozważa swoje opcje. Ok, jego egzystencjalne dylematy zawsze były jednymi z najciekawszych elementów. Tyle tylko, że eksploatowane ponad miarę, zaczęły ciążyć fabule. Okrutnie potwierdził ową konkluzję finał. Rozmowy House'a z kolejnymi byłymi lub martwymi współpracownikami, składały się na ciąg powszechnie znanych wniosków. W konsekwencji zaczęłam przysypiać na niektórych momentach. O zgrozo! Ten finał trzeba nakręcić jeszcze raz! Przecież nie wolno tak źle kończyć emisji House'a.

Jego sfingowana śmierć wypadła teatralnie, i zamiast płakać, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przecież to wszystko trąciło fuszerką. Potem jeszcze pogrzeb, z kolejnymi chwalebnymi mowami. Jeden Wilson miał odwage pójść pod prąd i powiedzieć prawdę.

Tak, jestem całkowicie rozczarowana. Za takim Housem, jak w ostatnim odcinku, na pewno nie będę tęskinić. Banalny, powtarzalny, z dość przedwidywalnym elementem zaskoczenia. Dramaturgia, będąca solą serialu była całkowicie rozmyta. Tylko stek urwanych scen, znanych z poprzednich sezonów. Oj, przykro było patrzeć...

karolina_w



Zgłoś błądStaramy się, aby na tej stronie były jak najbardziej wiarygodne informacje. Jeżeli, więc zauważysz jakikolwiek błąd, to prosimy o zgłoszenie go wraz z podaniem linka do strony, na której się znajduje. Możesz się z nami również podzielić uwagami na temat strony. Za wszelką pomoc dziękujemy!
Zobacz fotogalerię: 8x22 "Everybody Dies"
wasze komentarze (3)Dodaj kometarz »
  • romanz
    romanz23 maja 2012, 09:41:53
    IP: db08c5995c02

    Odcinek mógł być bardziej dramatyczny, bardziej w ruchu. Samo wykorzystanie motywu "sfingowanej śmierci" nie dziwi, bo przecież jest wzięty z... Sherlocka Holmesa. Tylko czemu bez dramatyzmu? Przydałby się House'owi jego Moriarty. Odcinek był ciekawy dopiero od momentu "śmierci" House'a.

  • Sadiker
    Sadiker23 maja 2012, 09:37:55
    IP: 9d31ba7f4643

    No tak, najlepiej by było jakby go zabili. Pewnie tego chciała masa osób. A ja jestem zadowolony, że scenarzyscie zakończyli to inaczej. Pokazali, że dla House'a najważniejsze są nie zagadki, ale Wilson.

  • r.i.p H
    r.i.p H22 maja 2012, 23:13:40
    IP: 6422bf745c60

    Jedni oczekują dramaturgii, dla innych House był odbiciem ich własnej duszy. Potwierdzeniem, że nie tylko oni, ale ktoś jeszcze dzieli ich rozterki, frustracje, niemoc, ból. Obiektywnie - tak, House obniżył loty. Subiektynie - będzie go zwyczajnie brakowało...