
Dr Gregory House
Autor: ToAr | Kategoria: Postacie | data: 27 grudnia 2011 | Odsłon: 5052
Postanowiłam wrócić jeszcze "na chwilę" do tematu House'a, ponieważ oglądając ostatnio kilka nowych odcinków zaczęłam zastanawiać się nad postaciami kobiecymi w tym serialu i próbowałam zrozumieć, dlaczego fani tak bardzo nie lubią doktor Park. Mam nadzieję, że są tu jeszcze jacyś fani House'a i zechcą podjąć temat.
Nie sposób nie zgodzić się (nawet gdybym bardzo chciała) z tym, że bohaterki w serialu ciągle pisane są według jednego szablonu. I tak najpierw była Cameron, teraz jej kontynuację stanowi doktor Adams, wielu również twierdzi, że Chi Park jest kontynuacją postaci Masters. Rzeczywiście te klisze są bardzo widoczne, ale mimo wszystko (z nieznanych mi bliżej powodów, raczej nieumotywowanych konkretnymi argumentami) dostrzegam duży potencjał w Chi Park. Wydaje mi się, że pierwszy raz od dawna, bohaterka „ładna i poprawna” jest mocno przyćmiona przez tę „dziwnie irytującą”. Doktor Park wygląda jak uczennica pierwszej klasy gimnazjum więc jej status kompetentnego lekarza może być kwestionowany, a jednak scenarzyści wyraźnie sugerują, że jest zdolniejsza od Adams. Problem z Jessicą Adams polega na tym, że jest zbyt akuratna, prawie idealna – piękna, ale nie ma w niej ostentacyjnej pewności siebie, zna się na swojej robocie i profesjonalnie podchodzi do powierzonych jej zadań. Ale oczywiście nie da się ukryć, że to ona jest tę przykuwającą wzrok zarówno kobiet jak i mężczyzn, a Park "co najwyżej" może być wybitna w swoim fachu. Zwracam uwagę na ten wątek, ponieważ dawno już nie było takiego dysonansu między lekarkami w zespole House’a (poza tym, najczęściej w grupie diagnostycznej dominowali mężczyźni więc nie było zbyt wielu okazji do pokazania kobiecej rywalizacji, bo męskiej było pod dostatkiem).
House ma jakąś słabość do Park, ale oczywiście okazuje to w sposób wysoce zawoalowany, jakżeby mógł inaczej. Natomiast nie bardzo rozumiem, dlaczego Park spotyka się z ostracyzmem, głównie ze strony Tauba i Chase’a. Taub zajęty własnymi sprawami jakoś mało uwagi poświęca zespołowi, ale Chase ma chyba alergię na Park. Scena w windzie, kiedy Park zaprosiła Chase’a na drinka była dla mnie podręcznikowym przykładem na to, jak nie powinien zachować się mężczyzna. No ja wiem oczywiście, że Chase jest słodki i uroczy i w związku z tym otacza się wyłącznie high-fashion models, ale do licha, czy nie mógł zachować się bardziej cywilizowanie niż stroić miny i desperacko wykręcać od spotkania? Dżentelmenem to on nie jest. Wygląda na to, że Chase wpadł Park w oko i nie miałabym nic przeciwko takiemu serialowemu romansowi, ale chyba ponosi mnie wyobraźnia? Chociaż byłby to niewątpliwie ciekawy wątek i z pewnością taki związek wywołałby wielkie zainteresowanie House’a.
Serial od kilku sezonów boryka się z różnymi problemami, ale chyba (ostatnio) największym jest brak rozwijania postaci drugoplanowych. Poza wątłym szkicem, te postaci są dosyć powierzchownie poprowadzone i tak naprawdę niewiele o nich wiemy. Foremana i Chase’a znamy dobrze tylko dlatego, że są w serialu od początku. Jednak w gruncie rzeczy słabo poznaliśmy Masters, podobnie jest z Adams i Park. Oczywiście trudno w serialu proceduralnym o pełne przedstawienie tak wielu postaci, ale z tego powodu ciężko nam się z kimś emocjonalnie związać, niż tylko z House’m.
Mam dobre przeczucia co do doktor Park, ale potrzebowałaby więcej przestrzeni do życia, żeby zaistnieć w świadomości widzów. To pierwsza od dawna bohaterka, która „nie wygląda”, ale z pewnością „jest jakaś”. Życzyłabym sobie, żeby jej wątek poszerzono i rozwinięto tę dziwną relację między nią a Chasem. I na litość boską, niech nie łączą Chase’a z Adams bo to by było „such a cliche”. I więcej Foremana, bo marnuje się na tym dyrektorskim stołku. A przecież sroce spod ogona nie wypadł, jeśli wiecie co mam na myśli.
Macie jeszcze jakieś oczekiwania wobec House’a, czy oglądacie go jedynie „siłą woli”? Przygnębia mnie to, że ten uwielbiany jeszcze kilka lat temu serial, kona na naszych oczach, a twórcy zdają się tego nie dostrzegać i ciągle rozważają kolejny sezon. No ludzie, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. A może klimat w serialu jest ostatnio taki przygaszony i apatyczny, bo aktorom już się po prostu nie chce? Jak sądzicie, który z aktualnie lubianych seriali, za moment podzieli los House’a? Może Dexter, a może jakiś inny tytuł już się nam przejadł?
Ps. Czy kogoś jeszcze interesują diagnozy medyczne? Złapałam się na tym, że już nawet nie usiłuję zrozumieć tych wszystkich zwrotów akcji wokół łóżka pacjenta. Macie tak samo?
POPIERAM WSZYSTKIE KWESTIE W SPRAWIE PARK I ADAMS. W SERIALU BRAKUJE KOBIETY SILNEJ I UPARTEJ, KTÓRA POTRZĄSNĘŁA BY HOUSEM. WCZEŚNIEJ WYDAWAŁO MI SIĘ ŻE MOŻE BYĆ NIĄ CUDDY JEDNAK NIE. POTRZEBNY JEST MU WSRZĄS, KTÓRY SPOWODUJE, ŻE SIĘ ZMIENI. Gdyby zmienić ostatni sezon, najlepszy CUDDY JEST WCIĄŻY Z HOUSEM, USTAWIAŁOBY DO SERIAL INACZEJ. SCENARZYŚCI W OSTATNIM ODCINKU 7 SEZ SKOPALI KOMPLETNIE SPRAWĘ. W TYM SEZONIE POWINNA SIĘ POJAWIĆ KOBIETA, KTÓRA ROZKOCHA GO W SOBIE I POWINNA ZAŁOŻYĆ Z NIM RODZINĄ CIĄŻA I TE SPAWY LUB DRUGA MOŻLIWOŚĆ UŚMIERCIĆ GŁÓWNEGO BOHATERA.
Co to znaczy, że aktorom nie chce się grać? Taki ich fach, za to biorą kasę i to niezłą. Raczej, nie mają co grać.
Odcinki, gdyby były umieszczone w poprzednich sezonach, nie różniłyby się od pozostałych, nastąpiło ogólne znudzenie, co po 170 odcinkach nie powinno nikogo dziwić.
Co do kobiecych postaci. Są one typowo serialowe bez jakiejkolwiek głębi psychologicznej, potraktowane na zasadzie, im dziwniej tym lepiej. Takie typowo papierowe postacie serialowe. W dodatku nie najlepiej zagrane. Całość trzyma Laurie - House i to jest cała tajemnica sukcesu serialu.
Każdy serial w końcu traci publiczność. House M.D. z sezonu na sezon traci zainteresowanie, poneważ ludzie szybko się nudzą. Serial jak dla mnie z sezonu na sezon jest coraz lepszy. Mam tu głównie na myśli dialogi. Humor zawarty w serialu też jest na wysokim poziomie. Aż trudno mi czasami uwierzyć, że to Dramat, bo humoru tam nie brakuje. A co do postaci Park. Na pewno jest ciekawsza od Masters. Masters była dzieckiem, Park tylko wygląda jak dziecko. O Adams nie mam na chwilę obecną zdania. Brawo dla autorki tekstu